Aktualności Opowieści o Budrysie

Z psiego życia wzięte. Część 8

– Zawsze o Tobie marzyłem wiesz? – powiedziałem w myślach do Budrysa, który, zwinięty w kulkę, spał obok fotela.

– Marzyłem o psie odkąd pamiętam i chciałem, żeby był taki jak ty – duży, włochaty i spokojny. W tych marzeniach, które jeszcze kilka lat temu wydawały się niemożliwe do spełnienia, pies przychodził do mnie gdy pracowałem nocami przy komputerze, kładł mi pysk z mokrym nosem na kolanach i kazał się głaskać. I wiesz co Gruby? Ty tak robisz.

Wyobrażałem sobie spacery. Ty i ja, gdzieś na szlaku w górach, albo chociaż w Jurze. Jesteś trochę chory, więc z gór nici, ale to nic – uwielbiam z tobą spacerować po wilanowskich polach. W sumie z tobą mógłbym łazić nawet po Marszałkowskiej – tam i z powrotem.

Lubię na Ciebie patrzeć jak złapiesz trop i zaczynasz pędzić przed siebie kompletnie nie patrząc pod łapy. Czasami to wąchanie każdego kwiatka doprowadza mnie do szału, szczególnie jak mam 20 minut do odjazdu autobusu do pracy. Ale w głębi duszy kocham ten Twój pysk z wymalowaną na nim fascynacją, gdy znajdujesz nowe zapachy. Mnie też to fascynuje, wiesz? Dużo bym dał, żeby wiedzieć co się dzieje wtedy w twoim wielkim łbie. Dla ludzi to po prostu zapachy, a dla ciebie coś, co tworzy obraz świata.

Budrys otworzył na chwilę oczy i popatrzył, czy w zasięgu którejś z łap nie ma nic do jedzenia, profilaktycznie obwąchał również moje dłonie i – ewidentnie zawiedziony – trzasnął łbem o podłogę i spał dalej.

– Co, nie było żarcia? – uśmiechnąłem się w duchu. – ech, poszedłbyś za każdym, kto podsunąłby ci pod nos torbę parówek. Zdrajco cholerny – powiedziałem, delikatnie głaszcząc śpiącego psa po grzbiecie. – Ciekawe, czy ty w ogóle do czegokolwiek mnie potrzebujesz, poza nasypywaniem żarcia do michy i wyprowadzania na spacery, co?

Zostawiłem śpiącego psa i sam położyłem się na kanapie. Przez kilka chwil nie myślałem o niczym i po prostu patrzyłem jak futro spokojnie oddycha. Chwilę później pies ospale uniósł się na łapach, wziął lekki rozpęd i zanim zdążyłem się wydrzeć, z subtelnością godną ruskiego czołgu, skoczył prosto na mnie. Obrócił się, przywalając mi futrzastą dupą prosto w twarz, i ułożył się w moich nogach. Po chwili delikatnie położył łeb na moim brzuchu.

– Pewnie, że Cię potrzebuję matołku. I nigdzie bym nie poszedł.

Please follow and like us: