Aktualności Opowieści o Budrysie

Z psiego życia wzięte. Część 7

W ciągu kilku minut w całym mieszkaniu zrobiło się ciemno, a drzwi od balkonu donośnie trzasnęły zamknięte mocnym podmuchem wiatru. Patrząc przez okno można było odnieść wrażenie, że jest zima – tysiące białych pyłków zataczały w powietrzu majestatyczne kręgi, targane mocnymi, wiosenno-burzowymi podmuchami.

Ani się obejrzałem, a Budrys znalazł się przy mojej nodze i udawał niezwykłe zainteresowanie moją skarpetką. Wąchał, dotykał nosem, tulił się do nogi i co jakiś czas dziwnie patrzył mi w oczy.

– spadaj do siebie grubasie! – odpowiedziałem najgrzeczniej jak umiałem, czyniąc jawną aluzję do wyglądu mojego psa, któremu ostatnio (w końcu!) trochę się przytyło. – spadaj, bo sprzątać nie mogę, poza tym podobno nie lubisz odkurzacza? – spytałem lekko zdziwiony, patrząc jak pies dzielnie tupta 10 cm obok pomarańczowego, wyjącego potwora, przed którym zawsze ucieka na drugi koniec domu.

Nagle na dworze zrobiło się przeraźliwie jasno, a po kilku sekundach potężnie zagrzmiało. W tym samym momencie Budrys siedział już futrzastą dupą na odkurzaczu, a jego mina sugerowała jednoznacznie, że nie zamierza się z niego ruszyć choćbym nawet włączył tryb „Master”, przy którym urządzenie wyje jak silnik startującego Boeinga.

– Ty się boisz burzy biedaku! – stwierdziłem z lekkim zdziwieniem. – Ba! Ty jesteś przerażony!

Budrys udawał, że wszystko jest w porządku i tylko przez absolutny przypadek poszedł do ciemnej, omijanej zawsze szerokim łukiem, łazienki. Położył się przy wannie, podkulił ogon i mnie obserwował.

Szybko przypomniałem sobie podstawowe zasady – zachowywać się naturalnie, nie pocieszać psa i dawać przysmaki za każdym razem jak walnie piorun. Poleciałem do lodówki i po chwili siedziałem obok zestresowanego zwierzaka z wielką torbą pokrojonego mięcha.

– Wypracuj w psie dobre skojarzenia – powtarzałem w myślach mądrości, wyczytane w książkach. Ponieważ burza była długa i dość intensywna, wypracowywanie dobrych skojarzeń pochłonęło, lekko licząc, pół kilograma parówek i kilka rybek. W pewnym momencie miałem wrażenie, że pies nie tyle wyluzował, co po prostu się przeżarł i dlatego przestał reagować na trzaskające za oknem pioruny. W każdym razie efekt został osiągnięty: Budrys się uspokoił, wyszedł z łazienki i padł jak długi, gdzieś pomiędzy sypialnią a salonem.

Śmiałem się później w duchu, że jednak te psy są głupiutkie – wystarczy dać smakołyk i po chwili przestają się bać. Heh, żeby to było takie proste u ludzi…

Pies też się śmiał w duchu. – Ależ głupie te człowieki. Myślą, że po pięciu latach w budzie i dwóch w schronisku, boję się burzy? Ehhh ta codzienna wojna o przysmaki – podsumował Budrys, zwinął się w kłębek, wsadził nos w ogon i zasnął.

Please follow and like us: