Aktualności Opowieści o Budrysie

Z psiego życia wzięte. Część 6

– Aport!!! – wydarłem się, rzucając jednocześnie całkiem pokaźnym kawałkiem badyla. Kij przeleciał dobre 20 metrów i wylądował mniej więcej w tym samym miejscu, w którym leżała piłka i i poprzedni, trochę mniejszy, kawałek gałęzi. – Aport!!!! – wydarłem się jeszcze raz, powodując lekką konsternację u spacerowiczów, którzy w niedzielne popołudnie udeptywali ścieżki w powsińskim parku.

– no przynieś piłeczkę, badylek, albo cokolwiek, do jasnej Anielki, co z Tobą?

Budrys nieznacznie uniósł się na łapach i patrzył na mnie spode łba. – a na cholerę rzucałeś tak daleko? Co Ty, do podstawówki nie chodziłeś? Pamiętasz? No jak to szło? Kto wykopie ten……? – futro nie zamierzało ruszać się gdziekolwiek i jeszcze ewidentnie dobrze się bawiło.

– jesteś psem, a psy aportują! – nie dawałem za wygraną – a ty nic! Nawet ci się nie chce tyłka ruszyć! Tylko byś siedział na dupie i czekał aż ktoś cię pogłaszcze. Za kotami i jorkami to ganiasz, a przynieść panu badyla i piłkę to nie łaska?

– jeszcze raz powtarzam, że to nie ja wywaliłem te rzeczy tak daleko, więc nie rozumiem dlaczego to ja….

– Nie patrz tak mnie! Dość! – pies patrzył na mnie w ten sam sposób, jak ostatnio gdy wchodziliśmy do weterynarza. Przekaz był jasny – NIE MA OPCJI, nigdzie nie idę.

Odpuściłem i pokornie poszedłem zbierać zabawki.

– a będziesz chciał parówki albo serek – gadałem psu nad uchem, podczas, trwającego prawie godzinę, powrotu do domu. – nic Ci nie dam! Rozumiesz? Nic. No jak można być taką ciapą? Będziesz grubszy niż Labrador sąsiadów spod 15, zobaczysz. I stawy Ci pójdą jak nie będziesz się ruszał! – straszyłem psa najgorszymi możliwymi wizjami, jakie tylko przychodziły mi do głowy, a potem, już w milczeniu, zastanawiałem się gdzie robię błąd i dlaczego moje ukochane psisko, jakby mogło, przespałoby całe życie.

Z zadumy wyrwał mnie Budrys. Wielki, mokry nos zaczął wbijać się prosto w kieszeń, próbując wyciągnąć z niej moją dłoń i domagając się głaskania i – rzecz jasna – parówki.

Popatrzyłem na psa z nieskrywana pogardą. – serio wszystko sprowadzasz do parówek, serka i drapania po dupie?

Pies również na mnie patrzył. Przekrzywiał łeb to w lewo, to w prawo, a jego wzrok mówił jedno: stary… jestem psem. Zrozumiałem „serek” i „parówki”. To jak? Może masz…?

Please follow and like us: