Aktualności Opowieści o Budrysie

Z psiego życia wzięte. Część 13

Budrys, który z dwutygodniowego pobytu u babci wrócił rozpuszczony jak dziadowski bicz, przewrócił się z jednego boku na drugi, przełożył łeb z prawej na lewą stronę mojej prywatnej poduszki i precyzyjnie oparł nos o  – dosłownie centymetrową – wypustkę wystającą z kanapy. Chwilę później, a dokładniej: ułamek chwili po tym, jak jego wzrok spotkał się z moim, na kanapie się zakotłowało, Gruby stał owinięty kocem na środku podłogi, a w całym pokoju unosiły się tumany sierści.

Mina psa nie zostawiała złudzeń co do wybranej linii obrony i mówiła mniej więcej tyle:

– no siema! co się gapisz, przecież ja tu tak stoję od godziny jak nie dłużej i nigdy w życiu nie wszedłbym na łóżko. A poza tym koc zemdlał i musiałem go podnieść z podłogi.

– Budrys! – wydarłem się grzecznie – widziałem!

– Oj tam widziałeś… ja przecież jestem w kolorze poduszki, mogłeś się pomylić – futro nie dawało za wygraną, więc i ja odpuściłem. Tłumaczenie psu, że to nie on jest w kolorze poduszki tylko poduszka – cała w kłakach – przybrała jego kolor, nie miało większego sensu. Byłem zmęczony.

Chwilę później mieszkanie wypełnił zachrypiały głos Nicka Cave’a. Przez chwilę próbowałem pozbyć się kłaków z kanapy, ale ponieważ miałem mniejsze szanse niż Syzyf na wepchnięcie na górę pewnej kamiennej kuli, westchnąłem z rezygnacją i położyłem się na – ciepłym jeszcze – kocu.

Chwilę później w domu rozległo się drugie przeciągłe westchnięcie, poczułem na czole łapę, potem drugą i trzecią, dostałem 2 razy ogonem w mordę i zanim zdążyłem zaprotestować, Budrys wepchnął się pod koc.

– Adam, o czym on śpiewa? – spytało 42 kilogramowe futro, robiąc jednocześnie minę „możesz się drzeć, ale i tak nie zejdę”.

– O przemijaniu, grubasie – odparłem.

– A co to jest przemijanie? – spytał pies, jednocześnie sprawdzając nosem, czy aby na pewno zjadłem każdy okruszek bułki z talerza.

– To jak z tą bułką Budrys – odparłem po dłuższym namyśle. Była, cieszyłeś się, że jest, oblizywałeś się i czekałeś na moment, w którym ją zjesz. W końcu ją zjadłeś i… nie ma.

– I jest pustka – dodał pies, patrząc niezwykle mądrze za każdym razem, gdy wymawiałem magiczne słowo „bułka”. – jest pustka w brzuchu, pysku i na talerzu – doprecyzował.

– Tak Gruby, jest pustka – powiedziałem sam do siebie, patrząc na siwiejący łeb psa. Jest ogromna pustka, której nie da się niczym wypełnić.

– No spokojnie spokojnie, nie ma co beczeć – Budrys zerwał się z koca i radośnie merdał ogonem – chodź, pokażę Ci magiczne miejsce, którym można wypełnić pustkę – powiedział Budrys i pognał w kierunku kuchni.

Poszedłem za nim modląc się w duchu, żebym jeszcze przynajmniej za rok, miesiąc przed wigilią, szedł za nim tą samą drogą w kierunku lodówki. A może i za dwa lata, a może za trzy…

***

Nadchodzi zima. Pamiętajcie o psach, które czekają w schroniskach. Wiele z nich nie przeżyje mrozów. Część z tych, które odejdą nigdy nie była w domu i nie leżała w ciepłym kącie.

W grudniu ludziom otwierają się serca. Już niedługo opublikujemy kolejne historie adopcyjne, odwiedzimy następne schroniska i napiszemy więcej o naszym projekcie. Pomóżcie nam i udostępniajcie nasze wpisy. Zapraszajcie również znajomych, do polubienia naszego profilu. Każda nowa osoba (i jej znajomi) to setki nowych szans na adopcję.

Razem możemy wszystko, prawda?

Please follow and like us: