Aktualności Opowieści o Budrysie

Z psiego życia wzięte. Część 12

Siedziałem zmęczony na kanapie i w myślach liczyłem sekundy upływające pomiędzy kolejnymi błyskami, a uderzeniami piorunów. Budrys oczywiście leżał obok i starał się dotykać mojej stopy choćby najmniejszą częścią swojego cielska. Uczucie, które futro niewątpliwie do mnie żywiło, zawsze przybierało na sile, gdy za oknem szalała burza.

Tym razem pies sprawiał wrażenie spokojnego. Leżał na podłodze i co chwilę lizał się po łapach. W miejscach, w których przez ostatnie tygodnie wbijane były wenflony, powoli odrastało futro. Musiało go to cholernie swędzieć, bo zawzięcie machał jęzorem,  jak tylko odwracałem na chwilę głowę.

– Budrys! Przestań! Wiesz, że nie wolno… – powiedziałem najgrzeczniej jak umiałem – znowu sobie coś rozwalisz i będziemy łazić po weterynarzach, po co Ci to..?

– U weterynarzy dają rybki, więc w sumie… – pies patrzył mi w oczy swoimi czarnymi ślepiami, jakby nie pamiętał koszmaru, który skończył się zaledwie kilka dni temu.

– A ty znowu o żarciu… – westchnąłem i podrapałem psa w nos. – Przecież to był koszmar, a ty nie chciałeś jeść nawet parówek, o żadnych głupich rybkach nie wspominając…

Budrys popatrzył na mnie nieobecnym wzrokiem, westchnął i ruszył w kierunku posłania. Wszedł na koc, przesunął nosem raz w jedną, a raz w drugą stronę, zrobił 3 kółka i z głośnym łupnięciem położył się zwinięty w całkiem pokaźną, futrzastą kulkę.

 

– Bałem się o Ciebie, wiesz? – podszedłem do psa i położyłem się na podłodze obok posłania.

– Leżeliśmy tak z Justyną na zmianę, żebyś w nocy nie wstał i nie wyrwał kroplówki. Bo oczywiście nie mogłeś skumać, że jak ktoś Cię przypina do wielkiego stojaka dziwną, głupią linką, to trzeba leżeć na dupie… i z dwa razy sobie polatałeś po chałupie ciągnąc za sobą całą konstrukcję… Justa prawie oko wybiła, jak łapała woreczek z lekarstwem, matołku…

Budrys podniósł łeb i oblizał się dwa razy po nosie.

– Otóż chciałem przypomnieć, że konwencja genewska zabrania przypinania psów do płot….

– BUDRYS! – Głupi jesteś, wiesz? Kocham Cię, ale jesteś taki głupiutki… – mówiąc to drapałem go po nosie i czułem, że za chwilę się poryczę.

– Nie dawałem sobie z tym rady, Budrys… nie rób mi więcej takich numerów, ok? – głaskałem psa po karku, mając nadzieje, że nie rozumie czym są, spadające mu na łapy, łzy.

– Wtedy na spacerze, jak nagle się zatrzymałeś, zacząłeś się chwiać i prawie przewróciłeś o własne łapy, miałem ochotę wyć z bezsilności, wiesz? Byłem przerażony…

– Nie było sensu, żebyś wył, mój drogi. Wy nie umiecie wyć. Wchodzicie na kompletnie z dupy częstotliwości. No w każdym razie my was kompletnie nie ogarniamy. Obejrzy taki jeden z drugim dwa razy materiał z Czubówną i od razu się bierzecie za wycie. Kojoty normalnie, pożal się boże… – pies patrzył na mnie takim samym wzrokiem, jakim spojrzała na mnie ostatnio ekspedientka w pralni, gdy kompletnie zaspany, próbowałem przejechać po terminalu kartą do zbierania punktów na stacji benzynowej.

– Może i nie umiem… – przyznałem. – Ale wtedy naprawdę miałem ochotę. To straszne uczucie, gdy ktoś, kogo kochasz, gaśnie w oczach. Miałeś tętno ponad 200, podwyższone wszystko co się dało i nie chciałeś jeść… Budrys! – emocje wzięły górę i poryczałem się wtulony w najukochańsze na świecie futro.

Budrys obrócił się na posłaniu, położył mi łapę na głowie i zanim zdążyłem cokolwiek zrobić, przejechał mi jęzorem po całym pysku.

– No już, już…, uspokój się. Dziękuję Wam za to wszystko, co dla mnie zrobiliście… i cholernie mocno Was kocham.

 

Leżeliśmy sobie tak na podłodze i podziwialiśmy szalejącą nad Wilanowem burzę.

– Adam… – odwróciłem się i zobaczyłem Budrysa, który siedział na tyłku i przyglądał mi się z poważnym wyrazem pyska

– Co jest Gruby?

– Wiesz co było niesamowite? Jak codziennie gotowaliście mi coś innego. Ryż, marchewka, kurczak, kasza, makaron, wołowina… To było naprawdę cudowne, dziękuję. – pies dalej siedział i nie przestawał wpatrywać się w moje zaryczane oblicze.

– No daj spokój, Budrys… Robiliśmy po prostu wszystko, żebyś cokolwiek zjadł – powiedziałem i przytuliłem psa wzruszony, że futro doceniło codzienną gimnastykę przy garach.

– Adam…

– Tak, Budrys?

– Jutro ma być świnia z jabłkiem w ryju, a co do środy to jeszcze dam znać – powiedział Budrys i poszedł spać.

***

Poprzednie odcinki znajdziecie klikając TUTAJ.

Please follow and like us: