Aktualności Opowieści o Budrysie

Z psiego życia wzięte. Część 10

– Ale mam cudownego psa, no co za kudłata piękność na łapach – głaskałem znudzonego Budrysa po pysku i gadałem mu głupoty godne starej „pańci” mieszkającej dwa piętra wyżej, która swojego yorka traktuje lepiej, niż dzieci. – a co to za piękny pies do mnie przylazł – kontynuowałem swój – jakże inteligentny – wywód, wyobrażając sobie jednocześnie, że z boku muszę wyglądać jak kretyn.

– Tak, tak, jestem piękny, cudowny i o dziwo – no patrz pan – mam futro i jestem kudłaty. A teraz daj już tą parówkę – Budrys nie był widocznie w nastroju do słuchania pochwalnych peanów na swoją cześć. Był po prostu głodny. Jak zawsze.

– Niewdzięcznik! – westchnąłem i poszedłem do lodówki. W połowie drogi wzrok zatrzymał się na kalendarzu. – Gruby! – krzyknąłem – przegapiliśmy małe święto, jesteś u mnie ponad pół roku!

– Hmm cudownie, w takim razie dawaj dwie parówki – Budrys formułował swoje oczekiwania niczym najbardziej wredny menadżer w korpo w Mordorze.

– Oj no weź, chociaż ogonem pomachaj, źle Ci tu, małpo wredna? Na łeb nie pada, parówki donoszą, a wieczorami leżysz przy grzejniku niczym cholerne trofeum przed kominkiem – oburzyłem się okrutnie, słysząc zrzędzące futro.

– No może nie pada, ale kominek to tylko zimą, a parówki czasami są…

– Zamilcz! – przerwałem bezczelne wywody psa, wsadzając mu w pysk parówkę, którą łaskawie połknął praktycznie nie gryząc.

– A poza tym, prowadzasz mnie do tego okropnego weterynarza i raz dał mi 4 zastrzyki, bolało i w ogóle to było okropne – zwierzak nie dawał za wygraną

– Ej, ej! Ok, faktycznie dostałeś 4 zastrzyki, ale za czwartym razem go ugryzłeś. Remis!

Budrys przeniósł wzrok na lodówkę, potem na mnie, westchnął i położył łeb na mojej nodze. – no ok, faktycznie remis.

– A jak już jesteś taki pamiętliwy, to może sobie przypomnisz jak mi yorka w zębach przyniosłeś? Hę? I co? Kto tu jest zły?

Budrys stracił na chwilę ochotę na dalszą dyskusję, podniósł cielsko i zaczął wąchać stojące przed drzwiami buty, plecak i stary rower.

– Halo!! Ziemia do psa! No to jak było z tym yorkiem?

– Oj no bo wyskoczył znienacka, niczym czołg nieprzyjaciela… no to ja chaps i jakoś tak wyszło, ale o co w ogóle cała draka? Stało mu się coś? Trochę futra raptem stracił, poza tym już dobra, nie wypominaj… – psisko zrobiło urażoną minę i ostentacyjnie obróciło się 3 razy w kółeczko i średnio subtelnie zaległo na podłodze.

– No… a o zjedzonym posłaniu, zrzuconym wazonie…

– Wazon to nie ja!!! – Budrys spojrzał na mnie jeszcze bardziej urażony – nie miałem nic wspólnego ze zrzuceniem wazonu!

– Aaaa tak, zapomniałem, że nie uznajesz szkód wyrządzony przez twój ogon, przepraszam – parsknąłem śmiechem i poszedłem robić obiad.

Po chwili Gruby przytuptał do kuchni, stanął na tylnych łapach i oparł się o mnie z gracją godną studenta po piątkowej imprezie w akademiku. Zanim zdążyłem cokolwiek zrobić, wylądowałem na dywanie, a wielkie psisko lizało mnie po twarzy.

– Spadaj, co ty robisz wariacie, spaaaaadaj, Buuuudrys!!! Zejdź ze mnie natychmiast, co Cię napadło?

Budrys łaskawie zsunął się z mojego brzucha, trzasnął mnie jeszcze ogonem i usiadł obok.

– no jak to co? Kocham Cię głupku. Ale zawsze jak narzekam, to dajesz parówki, więc rozumiesz…

Please follow and like us: