Aktualności Dzieje się w Polsce

Anioły i demony

Zastanawialiście się kiedyś, co dzieje się z Waszymi 10 złotymi, które wpłaciliście „na karmę dla Azorka”? Przeważnie faktycznie do niego trafiają. Czy to w postaci karmy, czy opieki weterynaryjnej. Ale niestety – nie zawsze. 

– Cześć Adam, pomożesz mi? Na początku nakarmię psy, bo ten pieprzony narkoman znowu tego nie zrobił i chodzą głodne. A potem zajmiemy się nagrywaniem, dobrze? – Ewę* poznałem kilka chwil wcześniej. Oprowadzała mnie po kameralnym, prywatnym schronisku położonym w środku lasu. Dzisiaj nie ma już do niego wstępu – właściciel wyrzucił wolontariat, a psami opiekuje się wskazana przez niego osoba, mająca problem z narkotykami i alkoholem.

– Ale ja je karmiłem! Rano wszystkie żarły! – rozlega się przepity głos zza pomieszczenia gospodarczego. – No mówię! Właścicielem głosu jest ok. 30 letni chłopak, który siedzi przy drewnianym stole i próbuje skoncentrować wzrok na Ewie. Byłoby mu łatwiej, gdyby nie był na narkotykowym głodzie.

Idziemy razem wzdłuż różnej wielkości boksów. W miskach widać deszczówkę. – Gdyby je nakarmił rano, to miski byłyby puste. Ewentualnie byłyby w nich pozostałości jedzenia, ale nie deszczówka. Padało wczoraj. – Ewa ma spokojny głos, ale aż bije z niego bezsilność. Przez około 30 minut nagrywam, jak klatka po klatce, dziewczyna karmi psy.

– Zobacz, to mięso dla psów. Miał je schować – wolontariuszka pokazuje palcem na niczym nieosłoniętą skrzynkę ze skrawkami mięsa. Mięso jest zgniłe, łażą po nim robale. Leży na słońcu przynajmniej dobę.

Po dwóch godzinach wychodzę. Ewa zostaje. Nie opuści psów, dopóki nie zajrzy do każdego i nie wyprowadzi na spacer tylu, ile jest w stanie.

Do Warszawy wracam przerażony. Wydaje mi się, że nic gorszego już nie zobaczę.

Mija miesiąc.

Punkt przetrzymań bezpańskich psów w Pruszkowie. Mały obiekt na kilkanaście psów. Czysto, wszystko mega zadbane i kilku wolontariuszy. Jedno z takich miejsc, w które chce się wracać. Dziewczyny oprowadzają nas, opowiadają o psach.

O tym miejscu można napisać tylko tyle, że jest piękne, a ludzie poświęcają się dla psów. O nic nie proszą, nie próbują przemycić na nasz fanpage zbiórek pieniędzy. Kochają psy.

Ten sam dzień, schronisko oddalone od Warszawy o kilkadziesiąt kilometrów.

– A wchodźcie sobie. Tę część można kręcić. Tej nie. Jeszcze się buduje – właściciel schroniska, hycel, pokazuje palcem co wolno, czego nie. Zaczynamy od części, na którą mamy zezwolenie. Patrzę na minę Justyny, widzę że jest źle.

Psy są zaniedbane. Klatki ciasne i cholernie brudne. Niektóre psiaki mają ślady pogryzień. Inne, co widać na pierwszy rzut oka, pilnie potrzebują pomocy weterynaryjnej.

Wchodzimy w „zakazaną część”. Faktycznie – na terenie kilkudziesięciu metrów kwadratowych, trwa budowa nowych boksów. Małych boksów. Sądząc po fundamentach – zdecydowanie za małych.

Do Warszawy wracamy w milczeniu. Właściciel schroniska działa na granicy prawa. Jest dogadany zarówno z lokalnymi władzami jak i z mieszkańcami. Kasa płynie szerokim strumieniem, psy znikają.

W Warszawie kłócę się z Justyną.

Chcę wrzucić materiał na fanpage, Justyna nie pozwala. Ja jestem w temacie nowy, ona zna takie historie od podszewki. Tłumaczy mi, że jedynym skutkiem naszej publikacji, będzie wyrzucenie wolontariuszek, które nas zaprosiły. I że bez dowodów nic nie zdziałamy. Ma rację, odpuszczam. Za publikację i krytyczny komentarz, najbardziej oberwałyby… zwierzęta.

Lato, kolejne schronisko w mazowieckim.

Wita nas kierownik. Nazwijmy go Wojtek. Jest miło i sympatycznie, chociaż podczas 10 minutowej rozmowy sformułowanie „ja zbudowałem to schronisko” pada z 20 razy we wszystkich odmianach. – Czy możemy zrobić materiał o schronisku? –Jasne, możecie – pada szybko odpowiedź. -Oprowadzę Was. Odpuszczamy po 10 minutach. Zza kierownika nie widać schroniska. Jest tylko „Ja, ja, ja i ja”. Nie ma słowa o wolontariuszach, których jest kilkudziesięciu i zasuwają w ogromnym upale. Jest za to kłamstwo. „Pomóżcie nam zebrać pieniądze, bo gmina nas nie dotuje”. Sprawdziliśmy – wpłaty z gminy to ponad 50% budżetu przytuliska. Odpuszczamy, nic tu po nas.

Kilka dni wcześniej znajomy podsyła link.

W schronisku „kończy się jedzenie”. Mówiąc wprost – nie wierzymy. Znamy sytuację schroniska, czytaliśmy roczne raporty. Docieramy nawet do zdziwionych dostawców, którzy regularnie zaopatrują schronisko i przede wszystkim – do wolontariuszy, którzy słysząc nasze pytanie o „brak jedzenia dla psów” tylko się ponuro uśmiechają. – Owszem, czasami brakuje specjalistycznej karmy, ale wystarczy napisać na fanpage’u i natychmiast ktoś przywozi – to najlżejsza opinia, jaką słyszymy.

Spotykamy się ze przedstawicielami schroniska. W ciągu kilku minut sprawa jest jasna – nie ma żadnego zagrożenia, ale to „dobre hasło marketingowe” pomaga zbierać pieniądze. Takie sformułowanie pada podczas rozmowy dwukrotnie. Drugie pytanie: dlaczego nie komunikujecie, że Wasza pensja jest procentem miesięcznych zbiórek? Odpowiedź: -to prawda, nie komunikujemy, ale też nie ukrywamy – wszystko jest w raportach.

To prawda. Tylko odpowiedzcie sobie z ręką na sercu – ile razy sprawdzaliście status i rozliczenia roczne jakiejkolwiek fundacji, organizacji przed przelaniem (szczególnie drobnej) kwoty? Powinno być jasno powiedziane – jak z smsami w akcji „Siepomaga”, zbierającej na leczenie dzieci – pomagamy, ale sami bierzemy 7%. I ok, wszystko jasne.

Żyrardów.

Małe schronisko gminne przy ulicy Czystej. I faktycznie – czysto, schludnie, spokojnie. Pytamy pracowników czego potrzebują. – Promocji – krótka odpowiedź. Po chwili dodają: – chodzi tylko o to, żeby jak najwięcej osób przychodziło i żeby psy szły do domu. – a kasa? – pytamy odruchowo. – Nie. Chodzi tylko o promocję, żadnych ukrytych dopisków, zbiórek itp.

Podobnych sytuacji, w ciągu 18 miesięcy widziałem bardzo dużo. Z jednej strony – niesamowita miłość i oddawanie całego siebie tylko po to, żeby podopieczni mieli lepiej. Z drugiej – wyrachowane nastawienie na zysk i robienie biznesu na zwierzęcej krzywdzie. Gdyby ktoś 2 lata temu opowiedział mi o niektórych praktykach, z którymi się spotkałem w ciągu ostatnich miesięcy, mówiąc krótko – nie uwierzyłbym.

Przykłady? Proszę, o to kilka:

– zbieranie pieniędzy na psa, który od dawna nie żyje, ale miał swojego wirtualnego opiekuna (zza granicy), który regularnie wpłacał dość duże pieniądze. Sprawa się rypła, gdy darczyńca niespodziewanie przyjechał do schroniska podczas wizyty w Polsce. Od wolontariuszy dowiedział się, że pies nie żyje od ponad roku.

– identyczna sytuacja jak wyżej, ale tym razem zamiast na uśmierconego zwierzaka, pieniądze są zbierane na psa, który od 6 miesięcy ma swój dom. Ludzie, którzy zauważyli nieprawidłowość i opisali ją na FP schroniska, zostali zwyzywani.

– niekończące się zbiórki na jedną, mega dużą inwestycję, a następnie przeznaczanie zebranych pieniędzy na „działalność statutową schroniska”. Pytać o to co się stało z pieniędzmi „nie wolno”. Narażamy się wtedy na atak administratorów fanpage’a oraz „nielicznej ale fanatycznej” grupy, która będzie broniła schroniskowych działań „do końca i jeden dzień dłużej”.

– zastraszanie wolontariuszy, narzucanie jednej, konkretnej „linii partii”. Mamy screeny z zamkniętego forum jednego ze schronisk, na którym administratorzy ostrzegają, że za dobre kontakty z „Nie Kupuj – adoptuj” będzie ban i wolontariusz wylatuje. To zresztą jedyne schronisko, z którego wolontariusze odzywają się do nas dyskretnie w wiadomościach, nigdy na tablicy. Sprawdziliśmy – post wrzucony z oficjalnego konta „Nie kupuj adoptuj” na jednym z FP schroniska, został po godzinie usunięty, mimo że był zgodny z tematyką grupy J (wkrótce opublikujemy, w dużym materiale)

– zakopywanie martwych psów „za płotem schroniska” – pieniądze za utylizację zostają w kieszeni

– wyzywanie ludzi, którzy kupują rasowe psy w hodowlach, od morderców (powielanie idiotycznego hasła „kupując psa, MORDUJESZ psa w schronisku”)

Sytuacja wielu schronisk w Polsce jest cholernie trudna.

Bywa, że na garbie wolontariuszy spoczywa zapewnienie finansowania całego przytuliska. Inni, wydeptali już do suchej ziemi ścieżki prowadzące do wszystkich urzędów, prosząc i błagając o kolejny grosz, który pozwoli im przetrwać. I wiecie co? Ci, których przed chwilą wspomniałem, proszą najciszej. Robią zbiórki na Facebooku, proszą o udostępnianie postów, odzywają się do potencjalnych sponsorów. Wiecie, jakie to uczucie, gdy wchodzimy do biednego schroniska, pytamy – czy potrzebujecie kasy, jak stoicie finansowo? W odpowiedzi słyszymy – kiepsko, ale spoko, damy radę! Jakbyście tylko mogli o nas napisać, żeby ludzie wiedzieli, że my tu jesteśmy i psy czekają, ok? – w takich sytuacjach człowiekowi aż chce się pomóc i po prostu – sięgnąć do portfela.

Czy w takim razie warto pomagać i wpłacać kasę na schroniska? TAK! W zdecydowanej większości przypadków ułatwicie wspaniałym ludziom opiekę nad zwierzętami. W jaki sposób pomagać? Z głową!

  1. Weryfikuj na co wpłacasz pieniądze i na co dokładnie zostaną one przeznaczone. Znacie na pewno portal „Siepomaga”. Wysyłamy pieniądze „na Stasia”, robimy przelewy itp. Obserwujemy jak piękny zielony paseczek dobiega do 100% i wiemy, że operacja/przeszczep/zakup protezy, zostanie na bank zrealizowana. Nie dowiadujemy się po jakimś czasie, że część pieniędzy od „Stasia” przeszła na konto firmy obsługującej całą akcję „bo akurat taka była potrzeba”.
  2. Jeżeli widzicie niekończące się zbiórki na duże projekty (logistyka, przebudowa itp.) to bądźcie czujni. Jeżeli duże schronisko, piąty rok zbiera na to samo i nie może zebrać 100 tys PLN, a rok w rok informuje, że „pieniądze ze zbiórki zostały przesunięte na cele statutowe schroniska i ratowanie głodnych psów” to powinna zapalić Wam się lampka. Prawdopodobnie jest to przekręt, a w najlepszym przypadku – zarządzanie finansami na szkodę schroniska. Krótka piłka – jeżeli w mojej firmie brakuje na pensje, nie biorę kredytu na budowę nowej siedziby, a potem nie przenoszę tych środków na wypłaty. Momentalnie miałbym przed drzwiami prokuratora i – dodajmy – słusznie. Analogicznie – jeżeli nie mogę zapewnić psom wyżywienia przez cały rok, proszę ludzi o pomoc w zdobyciu karmy, a nie w budowie nowego wybiegu. Proste prawda? Proste, ale jest haczyk. Na „wielką inwestycję” łatwiej się zbiera i przychodzą duże firmy. Studnia bez dna. Kto będzie to potem weryfikował? Komu będzie się chciało walczyć „z biednymi pieskami”?
  3. Rozmawiaj z przedstawicielami schroniska. Nie bój się pytać, czy pieniądze, które wpłaciłeś na boksy lub na operację konkretnego psa, zostały właśnie tak wydane. Uczciwe schronisko nigdy nie odmówi Ci takiej odpowiedzi, nikt nie poczuje się oburzony. Co więcej – większość schronisk rozlicza swoje zbiórki w sposób jawny – na fanpage’ach i stronach www.

Bezdomne zwierzęta to w Polsce ogromny problem. Mówi się, że w schroniskach, domach tymczasowych i punktach przetrzymań oraz – po prostu – w lasach i na ulicach miast i wsi, może przebywać nawet 10 mln psów i kotów. Żeby im pomóc potrzebna jest nie tylko działająca władza wykonawcza, ale – przede wszystkim – cała armia ludzi dobrej woli. Szczęściem w nieszczęściu jest to, że w Polsce ich nie brakuje. Tysiące wolontariuszy i pracowników schronisk, patroli interwencyjnych i WAS – ludzi przed monitorami, codziennie pomaga zwierzakom i zmienia ich życia na lepsze. Jak w każdej grupie społecznej i tutaj znajdą się czarne owce, które zwietrzyły interes i chcą się dorobić na cudzej krzywdzie. Nie wolno nam tego tolerować, ale przede wszystkim – nie wolno przestać pomagać. Pamiętajcie, że wszystkie przekręty trwają do momentu, w którym jest na nie społeczne przyzwolenie. Czasami wystarczy tylko spytać, poprosić grzecznie o kilka słów wyjaśnienia. Nikt, kto naprawdę potrzebuje naszej pomocy, nie potraktuje tego jako ataku. Przecież jeżeli dobrze nam wyjaśni na co przeznaczy otrzymane od nas pieniądze, ma dużo większą szansę, że… ponownie tutaj wrócimy i wesprzemy schronisko.

Pisząc ten artykuł liczyłem się z tym, że może wywołać dużo emocji, również tych negatywnych. Ale od samego początku poruszamy trudne tematy i dalej będziemy to robić. Ten artykuł to początek. Niedługo opublikujemy obszerny wywiad z jedną z byłych wolontariuszek znanego schroniska.

*imię wolontariuszki zostało zmienione

* każdą z opisanych sytuacji, jesteśmy w stanie udowodnić (zdjęcia, nagrania rozmów). Artykuł powstawał ponad pół roku i zawiera około 20% informacji, które mamy. Pozostałych nie jesteśmy w stanie udowodnić – przynajmniej w tej chwili.

* wywiad z wolontariuszką czeka na opinię prawną. Analizujemy każdy dostarczony dowód, zdjęcie i video. Opublikujemy tylko to, czego wiarygodność będzie niepodważalna – również z punktu widzenia polskiego prawa.

Please follow and like us: